Ballada o trzeźwym diable
Pod wieczór dobrze było, gdy na polu pełnym zbóż
Am
G
Am
Z diabłem się spotkał dobry Pan i Jego Anioł Stróż
C
G
C
E
Diabeł był zdrowy jak ten rydz,
Am
G
po prostu czart na schwał
Am
Anioł, zalany w drobny mak, na nogach ledwo stał
Am
G
Am
Ho! Ho! Na nogach ledwo stał
G
Am
Chłop, gdy usłyszał Pana głos, poprosił ich na
stronę
I poczęstował z flachy wprost świeżutkim
samogonem
Refren
Pociągnął zdrowo Anioł Stróż i flachę Panu
dał
A czart do gardła nie lał nic, a czart się tylko
śmiał
Ho! Ho! A czart się tylko
śmiał
Robotnik, co z roboty szedł, przez drogi
asfaltowe
Wyciągnął z torby chleba pół i tyleż
"Wyborowej"
Refren
Pociągnął zdrowo Anioł Stróż i flachę Panu
dał
A czart do gardła nie lał nic, a czart się tylko
śmiał
Ho! Ho! A czart się tylko
śmiał
Ksiądz proboszcz, który wracał z mszy prywatnym
samochodem
Zaprosił na plebanię i ugościł starym
miodem
Refren
Pociągnął zdrowo Anioł Stróż i flachę Panu
dał
A czart do gardła nie lał nic, a czart się tylko
śmiał
Ho! Ho! A czart się tylko
śmiał
Minister wyznań witał się z Panem jak z własnym
bratem
A potem toast piękny wzniósł wybornym
"Araratem"
Refren
Pociągnął zdrowo Anioł Stróż i flachę Panu
dał
A czart do gardła nie lał nic, a czart się tylko
śmiał
Ho! Ho! A czart się tylko
śmiał
A rano, gdy ich dopadł kac w przydrożnym wiejskim
rowie
Anioł do Pana rzecze tak: "Mój dobry Boże,
powiedz
Czy diabeł sobie wszył, czy co, i trzeźwym musi
być?"
Pan
odpowiedział:
"Spójrz na świat, on już nie musi
pić"
Ho! Ho! On już nie musi
pić